Wewnętrzny tutaj. Zaraz obok położniczo - noworodkowy.
Interna. Najgorszy chyba oddział w tym szpitalu, oddział grozy i śmierci. Tu nie ma dnia żeby ktoś z odwiedzających nie zastał jak gdyby nigdy nic pustego łóżka, nie ma dnia żeby nie usłyszeć jęków i cierpień na cały odział, nie ma dnia by rodzina nie usłyszała od lekarza że stan jest ciężki.
Tam z kolei oddział życia. Co jakiś czas dochodzi do nas donośny płacz ledwo poczętego Nowego Życia odciętego raptownie od tak dobrze znanego mu środowiska.
Ot, takie zderzenie światów.
"Nadejdzie czas, że wszystko skończone. I to będzie POCZĄTEK." Louis L'amour
wtorek, 20 listopada 2012
poniedziałek, 19 listopada 2012
A może tak jakieś porwanko?
No a ja dalej tu grzeję pryczę. Dół się zrobił konkretny, mimo, że po spuszczeniu tego płynu pewnie nie ważę już 40 kg.
czwartek, 15 listopada 2012
Starczy.
Mimo całej miłej i fachowej opieki powoli mam dość. Na drugim kontrolnym usg okazało się, że znów zebrała się taka sama ilość płynu w opłucnej jak poprzednio, czyli przed dwona dniami - znów 1,5 litra. Zmieniła nam się na sali lekarka prowadząca, nie mogę powiedzieć, jest kompetentna, miła i rzeczowa no i cholernie ostrożna.
poniedziałek, 12 listopada 2012
Na na na na na na na na:)))
No i od soboty za sprawą troskliwego i najukochańszego męża jestem w szpitalu u siebie z ostrym zapaleniem płuc.Tak cholernie mi się nie chciało tu być, zwłaszcza na weekend. Trochę dużym problemem było dla mnie to szybkie męczenie. Zanim się doczołgałam do szafy, minęło pół godziny, zanim sięgnęłam po coś do ubrania, kolejne i pół godziny odpoczynku. Michał o anielskiej cierpliwości nic się nie odzywał, nie poganiał. Chwycił na klatce na ręce i zabrał do samochodu.
sobota, 10 listopada 2012
Nieoczywista oczywistość.
Dziś sobota. Idealny dzień by pokupować parę mebli do mieszkania i zaprowadzić tu jakiś ład. Tyle, że to ponad moje siły. Już nawet wpadłam na genialny wprost pomysł, że będziemy w bagażniku wozić ze sobą malutkie krzesełko rybackie i będę je sobie rozkładała w sklepach, ale z takim krzesełkiem będę mało mobilna :)
wtorek, 6 listopada 2012
Może tak zmiana klimatu?
Nie napisałam, że w środę po wyjściu ze szpitala trafiłam już prosto do tego wyremontowanego przez męża mieszkanka :). Michałowi sporo pomógł taki nasz dobry kumpel, który po godzinach swojej pracy zarywał noce i pokazywał co i jak no i też dużo pracy włożył w ten remont. Bez niego nie dalibyśmy rady. Zeszło się z tym co prawda trzy miechy, ale zważywszy na fakt, że to wszystko było robione od 18ej wzwyż (przez Michała, bo kumpel przychodził po 20ej...) to chyba takiej tragedii nie ma. Zwłaszcza, że to był pierwszy remont Michała.
sobota, 3 listopada 2012
Zmutowany cyborg.
Ze szpitala wyszłam w środę, tyle że nie byłam w stanie nic sklecić bo niemal bez przerwy mnie trzymają temperatury, a wtedy nie jestem sobą i potrzebuję pomocy. Jak rano wstaję z gorączką ciężko samej dojść do łazienki bo są poty i zawroty. Wczoraj mało sobie nie wydłubałam oczu próbując wyjąć trzęsącymi się rękami soczewki. Więc na razie wybór padł na okularsy. Ale to drobiazg w porównaniu z problemem męczenia się po czymkolwiek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)