wtorek, 6 listopada 2012

Może tak zmiana klimatu?

Nie napisałam, że w środę po wyjściu ze szpitala trafiłam już prosto do tego wyremontowanego przez męża  mieszkanka :). Michałowi sporo pomógł taki nasz dobry kumpel, który po godzinach swojej pracy zarywał noce i pokazywał co i jak no i też dużo pracy włożył w ten remont. Bez niego nie dalibyśmy rady. Zeszło się z tym co prawda trzy miechy, ale zważywszy na fakt, że to wszystko było robione od 18ej  wzwyż (przez Michała, bo kumpel przychodził po 20ej...) to chyba takiej tragedii nie ma. Zwłaszcza, że to był pierwszy remont Michała.


No ale żeby nie było za sielsko i różowo, to powiem tylko, że póki co mieszkamy jak Rumuni   - wśród kartonów, worków na śmieci wypchanych ciuchami, sprzętu, którego nie wiadomo gdzie szukać. Michał w przeciwieństwie do mnie ma całkiem dobrą orientację w usytuowaniu różnych gadżetów, ja zdaję się na jego łaskę.
Ogólnie zamieszkaliśmy tu bez żadnego sprzętu i oboje zdecydowaliśmy, że najważniejsza to jest lodówka i prysznic. Póki co, za cokolwiek się nie bierzemy, zawsze coś jest nie tak. Najpierw ta nieszczęsna żółta farba w samochodzie, potem lodówka z lekkim wgniotem, umywalka do łazienki trafiła nam się wyjątkowo atrakcyjna bo od razu ze zlewem,  w wyjątkowo podejrzanej cenie i wyjątkowo atrakcyjna.  Ta ostatnia długo przeciekała i długo z tym nie można było nic zrobić a dziś w łazience z matulą zastałyśmy mały basen. Póki co sąsiad z dołu jeszcze do nas nie zawitał, ale jego często nie ma.

No i na koniec została krótka opowieść o prysznicu. Pojechaliśmy za nim w sobotę do Łomży. Pierwszy sklep, pierwszy prysznic - bingo. Bierzemy. Niestety, nie była to rozmiarówka na nasz samochód. Dzwonimy po znajomych. Przyjadą, tylko trzeba trochę poczekać. Zeszło się z tym czekaniem ponad godzinę ale ku naszej radości są. Wychodzimy z auta, chłopaki ładują co trzeba, wszystko pięknie, można jechać. O, o. I tu zaczyna się problem, bo oni mogą, a my nie. Okazuje się, że zatrzasnęłam kluczyki w samochodzie! F.uck. Jest już prawie 14ta, panowie zamykają sklep i myślą o zamknięciu bramy a my jak te dekle stoimy i nie wiemy czy się śmiać, czy płakać. Michał próbuje różnych sposobów - uszkodzenie zamka bagażnika, otworzenie siłą okna, wybicie szyby i takie tam. Ktoś nas kieruje do jakiś bud, gdzie niby można znaleźć ślusarza, ale tylko do 14ej. Niestety, po nim ani śladu, nie wiadomo czy żyje, a jak już to jest w jakimś Marianowie, którego nie wiadomo gdzie szukać. Dodatkowo u nas w mieszkaniu to pobojowisko, a kluczyk może być wszędzie. Na całe szczęście dla nas gościliśmy siostrę Michała z rodziną, którą wraz z Kasią i  matulą niemalże na sygnale ściągaliśmy od rodziny którą właśnie odwiedzali. Gosia swoją kobiecą intuicją niemalże od razu znalazła jakimś cudem kluczyk - wielkie, wielkie dzięki Ci Gosiu za to. Ja z koleżanką i prysznicem wróciłyśmy do domu a panowie grzecznie czekali na kluczyk.
Wszystko skończyło się happy endem, ale strach pomyśleć ile przygód jeszcze przed nami  - tyle sprzętu i mebli do kupienia, brrr.
Jaskrawo limonkowa kuchnia miała już stać wraz z szafą na przedpokoju od połowy października ale póki co ani widu ani słychu. Całe szczęście że mieszkamy z matulą przez ścianę, bo inaczej byłby lekki dramat.
No nic, kto powiedział, że będzie szybko, łatwo i bez przeszkód? Na razie mamy jakąś kumulację pecha, ale wierzymy, że ten nas w końcu kiedyś opuści, no bo ileż można?

A, jeszcze pochwalę się, że napisałam ostatnio pismo do NFZ-u z prośbą o przyspieszenie odpowiedzi na refundację tego leku i nie wiem, czy tym samym nie strzeliłam sobie samobója, bo skurczybyki na odpowiedź mają teraz 30 dni a w żaden sposób nie można się do nich dodzwonić pod podane telefony. Bajecznie.

Pozdrowionka!

15 komentarzy:

  1. Należałoby się wybrać osobiście do NFZu. Gdzieś o tym słyszałam ,że tak trzeba, bo inaczej czeka się 30 dni. Wszystko to oczywiście na zasadzie wchodzisz drzwiami, potem oknem - trzeba być namolnym.
    Współczuję tej przeprowadzki- trzęsienia ziemi.
    Odpoczywaj, najważniejsze, abyś była w dobrej kondycji.
    Przytulam ( taka akcja Kseny) i nie tylko jej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziemy dzwonić całą rodziną, Michała jeszcze na nich napuszczę parę razy i zobaczymy :) Kondycja? Co to w ogóle znaczy?:)Odtulam!

      Usuń
  2. Pani Ewo, my (jeszcze z Niemężem;)) w czerwcu wprowadziliśmy się do nowego mieszkania, a ja caly czas nie mogę niczego znalezc;), więc w pełni Panią rozumiem..:)a co do NFZ-u to z doświadczenia wiem-bo sama pracuję w urzędzie, że ..powtórzę po poprzedniczce, trzeba (dosłownie włazić) drzwiami, oknami, a jak się uda to i piwnicą..
    Przyłączam się do akcji i również ściskam:) i nieustannie ślę dużą dawkę ciepłych myśli.. Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki dzięki dzięki i odwzajemniam ściskacze rzecz jasna!

      Usuń
  3. to ile ma to nowe mieszkanko?

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech Michał poustawia pudła co gdzie stało w starym mieszkaniu a szybko wszystko znajdziesz ;-)
    Powoli i bez stresu ogarniesz nowe klimaty!
    To ja tez tule a co mi tam. Przecież Cię lubie :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Jazz, to nie wypali. Tulasy, a co tam!

      Usuń
  5. Pani Ewo , prosze się trzymać mocno. Serdecznie Panią pozdrawiam .
    Niedawno trafiłam na Pani bloga, uderza mnie Pani siła i wola walki. Podziwiam Panią za walkę , za odwagę.

    A co do NFZ , tak zdecydowanie lepiej tam wybrać się osobiście .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo za miłe słowa. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Powolutku z pomocą mamy dacie radę.Najważniejsze żeby lek trafił do Ciebie szybko.Wszyscy wierzymy,że tak się stanie.Nabieraj siły,a i limit pechowych sytuacji zapewne się już wyczerpał.Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z tą szybkością to już tracę powoli nadzieję, no ale faktycznie, pech nie może się ciągnąć w nieskończoność. Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Pani Ewo, postanowiłam do Pani napisać ponieważ poznałyśmy się w CO. Jestem mamą Agnieszki z Łodzi, która umarła 21 września - wspomniała Pani o mojej Córce w swoim blogu.Wolałabym jednak napisać do Pani meila o ile życzyłaby Pani sobie tego.Chciałam napisać jak wywalczyłam z NFZ dla Agnieszki SGN-35. Niestety za późno! Serdecznie pozdrawiam, życzę mnóstwo sił w tej walce i zwycięstwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę o maila ewaimi@wp.pl. Jest mi niezmiernie przykro i długo nie mogłam w to uwierzyć. Pytałam kogo się dało jak to się stało ale nikt nie znał przyczyny. Proszę się odezwać na maila. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Witam, Pani Ewo napiszę do Pani dzisiaj późnym wieczorem lub jutro, ponieważ jestem poza domem i tylko gościnnie korzystam z czyjegoś kompa. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń